Ze skokowym przyrostem liczbo osób z nadwagą i otyłych mamy do czynienia od lat 90. Dotyczy to Polski, bo w krajach Zachodu przyrosty zaczęły się nieco wcześniej, w latach 80. Ale nawet tam lata 90. dodały kolejne przyspieszenie. Wcześniej wiele lat istniała pewna równowaga w tym względzie, więc można postawić pytanie do jakich zmian doszło w tym okresie, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej?
Kiedy zaczęło się „źle dziać”?
Na początek trzeba zrozumieć jedną rzecz. Wypracowanie otyłości nie jest wcale trudne. Wystarczą niewielkie zmiany w codziennym życiu przemnożone przez tysiące dni i po dziesięciu latach mamy +10/15kg. W drodze od dzieciństwa do emerytury możemy dobić do +40/60kg. Wszystko to wyłącznie dzięki jedzeniu o zaledwie 10% więcej niż powinniśmy. Oto cała tajemnica. Szukamy więc różnic między latami 70, a współczesnością liczoną z grubsza od połowy lat 90.
![]()
Dostępność żywności
Ceny jedzenia
Ceny relatywnie spadły. Zwłaszcza mięso jest znacznie bardziej dostępne. Dawniej dzienne spożycie u skromnie żyjących ludzi wynosiło nieraz ledwie 10g mięsa dziennie, dziś to 10-12 razy więcej. Ale generalnie udział żywności w bieżących wydatkach był kiedyś wyższy. Nawet jeśli przyjmiemy, że nie cały przyrost relatywnych dochodów poszedł na dodatkowe jedzenie (bo nie poszedł, to oczywiste) i ludzie poszli w zakupy elektroniki, samochodów czy wczasów, to jednak jemy po prostu więcej. Jemy więcej białka, tłuszczów i węglowodanów, co potwierdzają liczne dane.
![]()
Sklepy
Dostępność jedzenia to również łatwość w jego zakupie. Kiedyś trzeba było się nachodzić, dzisiaj co 100m stoi jakaś Żabka. Kiedyś szczytem możliwości był supersam wielkości dzisiejszego, niewielkiego dyskontu. Nierzadko po chleb szło się tu, po mleko tam, a po warzywa jeszcze gdzieś indziej. To ograniczało spontaniczne, nieplanowane zakupy.
Jedzenie gotowe
Bary mleczne czy budki z zapiekankami istniały „od zawsze”, ale chodzi o skalę ich rozwoju. Sektor HoReCa urósł potężnie. Mamy restauracje i „restauracje”, czyli po prostu fast-foody. Mamy też bary mleczne, ale też kebaby, zapiekanki, garmażerkę dostępną w każdym sklepie. Pizzerie, burgerownie… do wyboru, do koloru. Wszystko z dostawą do domu, co też ma ogromny wpływ na otyłość.
Jedzenie domowe
W przeciwieństwie do jedzenia gotowego spada spożycie domowego. Umiejętności kulinarne w społeczeństwie to jedno, a drugie to notoryczny pośpiech. Nikomu nie chce się stać w kuchni choćby kwadransa. Jajecznica, to maks co można samemu zrobić. To oczywiście przesada, bo nie wszędzie i nie u każdego tak jest, ale statystycznie ilość osób gotujących samodzielnie i nie korzystających z jedzenia gotowej jest mała i wciąż spada.
Jakość jedzenia
To szerokie pojęcie. Z jednej strony nie jest tak, że kiedyś to jedzenie było super „zdrowe”. Zanieczyszczenie środowiska, robienie ścieków z rzek, smrodzące kominy itd – tego kiedyś było pełno. Ponadto kiedyś rządziła domowa smażenina, mięso, jak już było, to tłuste i kiepskie. Dziś też rewelacyjnie nie jest. Masowa produkcja zawsze odbywa się kosztem jakości. Kiedyś jadło się więcej warzyw, ale też trudno porównać ich jakość do dzisiejszych.
Sumując; na gorsze mamy zmiany w dostępności jedzenia (jemy więcej), rodzaju jedzenia (jemy restauracyjnie), a odnośnie jakości jedzenia to pozostańmy przy dyplomatycznym „trudno powiedzieć”, tzn. lepiej raczej nie jest, ale trudno powiedzieć czy na pewno gorzej.
Aktywność fizyczna
Praca fizyczna
Więcej ludzi pracowało ciężko fizycznie. Kopalnie, huty, stocznie, fabryki, budowy. Pracowały tam miliony ludzi, znacznie więcej niż dzisiaj. W rolnictwie również pracowało się ciężej. Generalnie mechanizacja i automatyzacja była na dużo niższym poziomie, więc nawet praca fizyczna dziś jest lżejsza niż kiedyś. Nie istniało za to wiele branż stacjonarnych i względnie lekkich fizycznie, czyli IT, handel itd. Chodzi oczywiście o statystykę, nie o jakieś konkretne sytuacje.
Czas wolny
Aktywność spontaniczna również była na dużo wyższym poziomie. Chodzenie po sklepach, o czym już było. Samodzielne gotowanie, to także spala kalorie. Ale również rozrywki. Nawet dostępność kin był mniejsza, nie mówiąc o „kinach” domowych, czyli Internecie, grach komputerowych, streamingu itd. Podwórka, jak wiadomo, świecą pustkami. A człowiek jest tak skontrowany, że jak stoi, a może usiąść, to usiądzie. Tak to działa. Dostajemy od świata wiele okazji do siedzenia, to siedzimy.
Transport
Dużo więcej się chodziło. O zakupach nie będę się powtarzał, ale generalnie wszędzie było dalej. Było też mniej samochodów, a i drogi były znacznie gorsze. Siłą rzeczy jak trzeba było się dostać po coś na dystansie kilometra, to się szło. Tak było szybciej i wygodnie. Dziś wygodniej jest podjechać autem, czy nawet elektryczną hulajnogą.
Sport
Mowa o sporcie rozumianym jako trening. Amatorski również. W tym temacie mamy z kolei zmianę na plus. Kiedyś osoba biegająca po parku uchodzić mogła za wariata. Dziś nikt na to nie zwraca uwagi. Siłownie również praktycznie nie istniały. Nie było tylu szkółek piłkarskich, jeździeckich, rolkarskich, ścianek wspinaczkowych itd. Obecnie mamy tego masę i bardzo dobrze.
Używki
Przede wszystkim alkohol, który poza tym że jest szkodliwy, to jest potężną dawką kalorii. Oficjalnie spożycie alkoholu w Polsce jest teraz podobne do tego z lat 80. To właśnie w latach 90. Mieliśmy spadek i to znaczny, bo ok 20-30%. Tyle, że o ile obecne dane są dość wiarygodne, to te wcześniejsze niekoniecznie. Jeszcze w latach 90. Nierejestrowany (przemyt) alkohol był normą. Wcześniej też kwitło bimbrownictwo, więc trudno to ocenić. Spożycie alkoholu jest obecnie dramatycznie wysokie, ale pytanie, czy jest wyższe niż kiedyś? Śmiem wątpić.
Efekt statystyczny
W całej tej wyliczance trzeba zwrócić uwagę również na efekt statystyczny. Ludzie tyją z wiekiem, a kiedyś żyło się krócej. Gdy ze średniej wyłączymy najstarsze roczniki to okazać się może, że otyłych w porównaniu do lat 80. jest więcej, ale nie aż tyle jak podają pełne, nominalne wartości. Doszło do próby po prostu ludzi w wieku podeszłym, pośród których otyłych jest procentowo bardzo dużo.
Sumując
Jemy więcej i gorzej jakościowo, oraz mniej się ruszamy. Żadne odkrycie w sumie. Ważne jest to, że wpływają na to czynniki, których zmienić nie możemy. Nie zlikwidujemy Internetu, nie zburzymy dróg i nie zniszczymy samochodów, nie zamkniemy restauracji i garmażerek, które nas notorycznie kuszą. Krótko mówiąc nie zmienimy otaczającego nas środowiska. Co możemy zrobić? Mieć świadomość jak ono nas powoli i po cichu wyniszcza. Świadomość istnienia pułapek to zawsze jakiś plus, bo możemy próbować je ominąć. Spróbować się w tym środowisku odnaleźć i je kontrolować. Budować prawidłowe nawyki w ramach tego środowiska.
Dobra wiadomość jest taka, że podobnie jak łatwo jest utyć, tak łatwo jest schudnąć, gdy potrafi się „uciąć” te 10% kalorii i trzymać się tego długoterminowo. Ale to trzymanie się, to właśnie nawyki, a nie „diety cud”.
Jak to osiągnąć to osobna historia. To, że coś jest łatwe nie oznacza, że każdy to zrobi. Pływanie też jest łatwe, a bodaj połowa ludzi pływać nie potrafi. Temat ten więc będę poruszał jeszcze wiele razy, a wkrótce również w postaci osobnej pozycji, e-booka, który pojawi się już jesienią.
Póki co jednak zachęcam do lektury pozostałych wpisów, a także na bezpłatną konsultację (klik). treningowe i dietetyczne