Upały trwają w najlepsze, więc zapotrzebowanie na chwile ochłody rośnie. Popyt na lody również. Jak wyglądają lody w kontekście diety? Niestety nieszczególnie. Powiem więcej, to jeden z najgorszych, o ile nie najgorszy spożywczy produkt „rekreacyjny”. Mowa oczywiście o lodach jakie możemy kupić w sklepie czy lodziarni. Ale po kolei.
Korzyści
Lista korzyści jest krótka. Sprowadza się do smaku, chwilowego ugaszenia pragnienia czy uczucia chłodu. Niestety trudno w masowo produkowanych lodach doszukiwać się istotnych wartości odżywczych. Wynika to przede wszystkim z ich składu. I tu dochodzimy do pierwszej wady
Makroskładniki
Jest to mieszanina cukrów i tłuszczów. Są to zazwyczaj cukry proste i tłuszcze nasycone, więc wszystko co najgorsze. Jakie dokładnie, to będzie poniżej. Białka jest w nich znikoma ilość, zwłaszcza, gdy producent unika mleka (tak, nawet w lodach „mlecznych”).
Skład
![]()
Bywa, że nawet w lodach „mlecznych” mleko (lub pochodne) występuje na piątym miejscu w składzie, po wodzie, syropie glukozowo-fruktozowym cukrze i tłuszczu np. czy kokosowym. Do tego oczywiście emulgatory, stabilizatory, barwniki czy aromaty. I wbrew pozorom to wcale nie te dodatki stanowią o wadach, a właśnie składniki bazowe, na czele z niesławnym syropem g-f. nie ma tu niczego, co można by chociaż od biedy zmieścić w rozsądnej diecie.
Zagadki
Co gorsza skład ten (i makroskładniki) są bardzo różne, a często wręcz nieznane. Lody potrafią mieć 200kcal/100g, a mogą i 400kcal/100g. Lody w opakowaniu jednak chociaż mają etykietę, a lody „z lady” nie. Nawet nie wiem co jemy. Nawet jeśli chcemy to „wliczyć w makro”, to nie wiemy co i ile.
Gęstość energetyczna
To ogromna pułapka. Niby taki baton jest znacznie gęstszy, ale lodów można zjeść bardzo dużo. Trudno się nimi „zapchać”. Podobnie jak w np. pizzy można wpaść „w cug” i zjeść potężną ilość lodów. Czy takim wielkim osiągnięciem jest zjedzenie litrowego pudełka? No niespecjalnie. A litr lodów 1000-1500kcal. Stosunek „smakowitość do sytości” jest tu fatalny – jesz, a nie czujesz, a wręcz chcesz więcej.
Objętość
100ml lodów < 100g lodów. O tym się zapomina. Rozpiski „na sto gram” tutaj się nie sprawdzają. Wiele zależy od konsystencji danej marki, czego zazwyczaj też nie wiemy. Także dlatego można zjeść dużo lodów.
Sumując, lody niczego nie dają, a wiele kosztują. Nie ma żadnego powodu, by je jeść. Nie znam nikogo, kto by jadł lody z głodu. W tym sensie są podobne do np. chipsów. Je się je dla przyjemności. I niestety nie mają one – też podobnie jak chipsy – żadnych hamulców, nie powodują nasycenia, wręcz napędzają do kolejnych porcji.
Jak sobie z tym poradzić?
Jedynym sensownym rozwiązaniem są własnej roboty (lub ze sprawdzonego źródła) sorbety czy granole owocowe. Albo wręcz mrożone owoce. Najlepiej nie słodzone, lub słodzone lekko i to niekoniecznie cukrem. Tu wystarczy zamrażarka, jakiś mikser, nóż, łyżka, naczynie… nic odkrywczego, ale innej drogi nie ma.
Chcesz dowiedzieć się więcej? Zapraszam na bezpłatną konsultację (klik).